Potwory

Ashnera - tekst archiwalny

2 sierpnia 2006
Wiele orków w swoim życiu wyrżnąłem, wiele goblinów padło od mego miecza. Trolle drżą na dźwięk mego imienia, a giganci ponuro chylą czoła. Jednak na naszym świecie pełno jest stworzeń, które przerażają mnie samym swym istnieniem. Mimo tych tysięcy bestii zamieszkałych w moim sumieniu, istnieją siły, przed którymi i ja uciekam w popłochu.

Przekonałem się o tym jakieś dziesięć lat temu, podczas jednej z moich awanturniczych wypraw. Pamiętam, wysłano nas wtedy do Kościanej Kniei. Miejsce to było straszne i większość zwykłych śmiertelników nie odważyłaby się tam zapuścić. Ale rozumiesz, miałem lat dwadzieścia z hakiem, serce wielkiego wojownika i ogromną żądzę przygód. Zlecono mi więc znalezienie Kuli Antymagii - potężnego magicznego przedmiotu, który negował działanie wszelkich sił magicznych w najbliższej okolicy. Jak się okazało, to właśnie ten przedmiot przyczynił się częściowo do mojej zguby, ale o tym opowiem kiedy indziej. Podczas tej przygody, po raz pierwszy i - dziękować Aviatorowi - jedyny w swoim życiu miałem okazję zetknąć się ze stworami zwanymi ashnera. Podłe to były bestie. Nieumarli. Znaczy się tacy, których to tylko klerycy potrafią bez walki unicestwić. Ja, będąc zwykłym wojownikiem, płatnym rzezimieszkiem, musiałem stawić czoła tuzinowi takich bestii w bezpośredniej walce. No, wiem co sobie teraz myślisz. Co taki ktoś jak ja, nawet w towarzystwie dwóch uzbrojonych przyjaciół (swoją drogą - obydwaj byli doskonałymi łucznikami) może zdziałać przeciwko tuzinowi przerażających potworów? Ano może niewiele i tu jestem zmuszony się z Tobą zgodzić. Byłem młody, ale niegłupi, więc uciekłem. Jeden z przyjaciół nie miał tego szczęścia.

Zaatakowały nas w najmniej dogodnym momencie. Nadchodziła noc. W jednej chwili zapadła całkowita ciemność. Poczułem na policzku przenikliwe zimno. Chciałem spojrzeć na twarze swoich towarzyszy. Byłem pewien, że zobaczę na nich panikę i przerażenie, jednak było tak diabelnie ciemno, że nie widziałem nawet ich sylwetek, a co dopiero min. Nagle usłyszałem świst. Nie był to jednak świst podobny do tego, który wydaje wypuszczona z łuku strzała. Początkowo może i tak brzmiał, jednak wkrótce poczułem w uszach straszliwy ból. Byłem pewien, że głowa zaraz mi eksploduje, ale nie. Bolało i z każdą chwilą ból się nasilał. Zdawało mi się, że ogłuchłem - nie słyszałem niczego. Ucichł nawet szum wiatru i szelest liści. Jednak świst nie został przerwany. Szybko poczułem, że z moich uszu wypływa gęsta ciecz. W panujących ciemnościach nie byłem w stanie ocenić co to, byłem jednak przekonany, że to moja własna krew. Chwyt na rękojeści miecza mimowolnie osłabł, jednak szybko zorientowałem się w sytuacji i ująłem broń mocniej. Wiedząc, że po obu swoich stronach miałem ze sobą towarzyszy, a przeciwnik najprawdopodobniej zaatakował z przodu, ciąłem ostrzem przed siebie. Początkowo klinga przeszywała powietrze, jednak za jednym razem natrafiła na opór. Uderzyłem silnie, miałem więc nadzieję, że pozbawiłem nieznanego przeciwnika kończyny. Ból ustawał, a ja chyba zacząłem odzyskiwać słuch. Nie byłem pewien czy żyję, czy Aviator nie zabrał mnie już do swego królestwa. Szybko zdałem sobie jednak sprawę, że moje życie jeszcze nie dobiegło końca. Usłyszałem za sobą głos Tholmara, który wyrecytował szybko kilka niezrozumiałych słów. Skądś, najprawdopodobniej z jego dłoni, wystrzeliła struga oślepiającego światła.

Naraz bestie wrzasnęły tak głośno i przeciągle, że tym razem upuściłem broń. Ujrzałem oblicze stojącego naprzeciw mnie stwora oraz leżącą pod moimi stopami kończynę. Wysokie na trzy metry, niezwykle chude i nienaturalnie powyginane monstrum zamierzało mnie właśnie uderzyć, ale Tholmar skierował ku niemu swój spowity światłem palec. Bestia zawyła, a cienka strużka światła poczęła wypalać mu skórę. Skóra ashnery pękła i zeszła ze szkieletu. Nie miałem czasu, by zwracać uwagi na szczegóły, ale zauważyłem, że potwór praktycznie nie ma żadnych wnętrzności! Cienki szkielet, na który nawinięta została cieniutka warstwa skóry. Naraz wszyscy doszliśmy do wniosku, że to właśnie światło jest najlepszym orędziem w walce z bestiami. Pech chciał, że ani ja, ani Rennor nie zgłębiliśmy nigdy żadnych sztuk magicznych, nie mieliśmy też przy sobie żadnych świec ani pochodni. Zresztą i tak nie zdążylibyśmy ich zapalić. Pod wpływem światła Tholmara, ashnera szarpała i wiła się coraz bardziej. Nie minęło parę sekund, a padła trupem na ziemię. I wtedy stało się coś dziwnego: trzy kolejne bestie, które wcześniej stały za nią, po prostu zniknęły! Szybko dotarło do mnie, że stwory używały iluzji. Ruszyłem na najbliższą stojącą przede mną kreaturę i ciąłem mocno znad głowy. Ashnera zasłoniła się ręką. Jej ruchy były bardzo powolne, ale o dziwo, zdążyła unieść rękę do góry i zablokować mój cios. Nic to, że pozbawiło ją to połowy kończyny. Zdawała się tym nie przejmować. Ciąłem więc z boków i od dołu, odrąbywałem nogi, przebijałem ostrzem korpus. Kiedy przebiłem miejsce, w którym u zwykłego człowieka powinno znajdować się serce, ashnera przyklękła na coś, co nazwałbym kolanem, ale po chwili podniosła się i kontynuowała walkę. Dopiero wtedy wykonałem solidne cięcie na wysokości mojej klatki piersiowej i odciąłem głowę stwora. Znad szyi unosiły się przez chwilę dziwne opary, ale zaraz potem bestia upadła na ziemię. Jak nietrudno się domyślić, wraz z nią zniknęły trzy jej duplikaty. Już cieszyłem się zwycięstwem, kiedy zauważyłem, jak dwa potwory skoczyły na Rennora. Nie mógł on zrobić w walce nic, bowiem strzały, nawet jeśli spowite energią magiczną, nie robiły na bestiach najmniejszego wrażenia. Nic dziwnego, że naraz obydwa pozostałe monstra zajęły się właśnie nim. Jeden z nich uderzył Rennora swoją kościstą łapą w skroń - swoją drogą, zdziwiłem się, kiedy ujrzałem siłę tkwiącą w długich, acz niezwykle drobnych ramionach stworów. Druga ashnera złapała go, zanim upadł na ziemię. Bez problemu zarzuciła go sobie na plecy i pozostawiwszy jego doskonały, magiczny łuk na ziemi, wskoczyła między gęstwiny krzaków, a zaraz za nią dwie następne, i tyle je widzieliśmy.

Nigdy już nie zobaczyliśmy Rennora, jednak następnego dnia, podczas przemierzania puszczy w jego poszukiwaniu, natrafiliśmy na znalezisko, które mogło znaczyć tylko jedno. Pięknie zdobiony, złoty i wysadzany drogocennymi klejnotami pierścień, niegdyś należący do Rennora, leżał w jaskini, w centrum Kościanej Kniei. Po naszym towarzyszu nie było jednak ani śladu. Leżało tam pełno kości należących do przynajmniej tuzina różnych osób. Kto wie, może niektóre z nich stanowiły kiedyś szkielet Rennora? Nie zdziwiłbym się, gdyby ashnery zabiły go, a potem pożarły.

Podłe bestie.



Ashnera, średni nieumarły

Kości wytrzymałości: 3k12 (24 pw)
Inicjatywa: +6 (+2 Zrę, +4 Poprawiona Inicjatywa)
Szybkość: 5m
Klasa Pancerza: 13 (+2 Zrę, +1 naturalny)
Atak: uderzenie +2 wręcz
Obrażenia: uderzenie 1k4
Front/Zasięg: 1,5 m na 1,5m/ 3m
Specjalne ataki: atak dźwiękowy, groza
Specjalne cechy: odporność na broń zwykłą, wrażliwość na światło
Rzuty obronne: Wytrw+1, Ref+3, Wola+3
Atrybuty: S 11, Zr 14, Bd 11, Int 13, Rzt 10, Cha 15
Umiejętności: nasłuchiwanie +3, zauważanie +3, ciche poruszanie +5, ukrywanie +5, równowaga +5, przeszukiwanie +4, wspinaczka +3, pływanie +3, skakanie +3, Tajniki dziczy +3, Zwierzęca empatia +3, Wyczucie kierunku +3, Wyczucie pobudek +3, Szacowanie +3
Atuty: Poprawiona Inicjatywa

Klimat/teren: umiarkowany, lasy i podziemia
Występowanie: grupa (3-10)
Skala wyzwania: 4
Skarb: żaden
Charakter: często chaotyczny zły
Rozwój: 3-5KW

Walka

Atak dźwiękowy - ashnera, zanim zaatakuje wręcz, zawodzi głośno i lamentuje. Ofiara czuje się wtedy, jakby jej głowa miała zaraz eksplodować. Taki atak dźwiękowy powoduje 2k8 punktów obrażeń, poza tym obniża zręczność o 1k6 na czas najbliższych dwóch rund
Groza - groza wywoływana przez ashnerę zaczyna działać w momencie, gdy znikają efekty ataku dźwiękowego. Osoba będąca pod wpływem grozy jest tak przerażona, że często nie może wypowiedzieć ani słowa. Dostaje karę 1k6 punktów do Charyzmy, trwającą do końca walki.
Odporność na broń zwykłą: ashnera jest odporna na większość tradycyjnych broni.
Wrażliwość na światło: za dnia ashnera zazwyczaj przesiaduje w ciemnych pomieszczeniach: jaskiniach, lochach i podziemiach. W zupełnej ciemności, mroku i półmroku nie otrzymuje żadnych kar ani premii. Kiedy jednak jej skóra zostaje wystawiona na światło dnia lub w okolicy znajduje się dowolne magiczne źródło światła (choćby najprostsze zaklęcie Światło ), ulega spalaniu. Każda runda w bliskiej odległości od światła kosztuje ashnerę 1k2 punktów wytrzymałości.
KOMENTARZE (2) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
DomMar 2 sie 2008, 09:56
:yes:
~Wielebny 30 paź 2007, 00:48
Dobry. Generalnie dobry pomysł. Miło przeczytać. Nieumarły tysiąckroć lepszy od wiecznie powielanego ghasta. Chętnie użyłbym w fabule. W każdej zeschizowanej opowieści powinien choć raz się przewinąć.:yes:

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 17 gru 2017, 08:54 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka